sobota, 13 sierpnia 2016

Wschód




                Jest 4:36, gdy piszę ten tekst. Po czwartej nad ranem wyskoczyłam z piżam, ubrałam się w dużą bluzę i leginsy, zasznurowałam sportowe buty i po cichutku wymsknęłam się z domu drzwiami kuchennymi. Tup, tup, tup…  Idę zrobić coś, co wykracza poza moje granice – zobaczyć wschód słońca. ‘Czemu nie mogłaś wyjść na balkon lub wyjrzeć przez okno?’-mógłby ktoś zapytać.  A właśnie, mój dom jest położony tak, że nie widać przez żadne okno ani wschodów ani zachodów. Zmierzam do mojego ulubionego miejsca do robienia zdjęć.
                Telefon w dłoni, chcę wszystko udokumentować, niby nic wielkiego, jednak dla mnie to coś ponad.  Już prawie, prawie. Zza domów wychyla się zboże i niebo. Przystaję. Głęboki oddech. Ja sama ze sobą. Wewnętrzna bitwa, tocząca się we mnie, na moment przystaje. Wszyscy żołnierze zatrzymują się i patrzą osłupieni razem ze mną. Widzę piękno, z którym nie wiem jak sobie poradzić. Ten widok pakuję do mojej torby z pięknymi wspomnieniami.
                Szukam dobrego miejsca na ujęcie. Jedno zdjęcie, drugie, trzecie, czwarte… nie ma końca. Kucam, staję na palcach, schylam się, wyginam. Daję znać znajomym.  Wszyscy śpią, a ten świat jest tak cudowny.  4:08, a aplikacja z pogodą twierdzi, że Słońce pojawi się o 4:21. Poczekam. Telefonowa pogodynka oznajmiła, że jest „zimniej niż byś chciał”. Ma rację.  Temperatura mnie nie razi. Idę jeszcze dalej, do miejsca równoległego do wschodu, ale równie pięknego. Przestrzeń, którą zawsze widywałam z zachodzącą gwiazdą teraz jest blada, a otaczające ją pole zasłane mgłą, niczym pierzyną. Przesypiałam takie chwile.
                Dobrze, że nie uciekłam do domu. Niebo się zmienia. Rośliny też potrzebują zdjęć. Dziwię się, że jeździ tyle samochodów. Jest 4:15 a przewinęło się około siedmiu samochodów. To jednak ja jestem dziwakiem. Jestem nastolatką, one śpią o tej porze. 

                4:20 – dzwonię do kolegi. Wiem, że śpi, ale nie chcę, żeby przegapił taki moment. „Przepraszam cię z całego serca, ale jest tak pięknie… musisz to zobaczyć.” Nie podzielił mojego entuzjazmu. Nic dziwnego. Obudziłam go po tym, gdy siedział ze mną pół nocy.
                Planowany wschód słońca nastał. Żałuję, że nie da się napatrzeć na zapas. Cudowne obrazy można by pakować w torebkę i przeżywać wszystko wielokrotnie. Wspomnienia to coś niesamowitego. Są wieczne i tylko od nas zależy, czy przetrwają.
                Oddycham głęboko. Jestem ja i nikogo więcej mi nie potrzeba. Uświadamiam sobie, że nikt inny nie będzie mi towarzyszył przez resztę dni. To ta osoba, która stoi ze mną i patrzy w niebo jest teraz najważniejsza. Osiągam spokój, wewnętrzna harmonia, świeże powietrze. Liczba jeden odpowiada mi jak jeszcze nigdy. Jeden, nie dwa, nie trzy. Zaczyna się na liczbie jeden i na niej się kończy. Co dziwne, nie przeszkadza mi to.
                Wiem, że chcę podróżować. Wiem to tak intensywnie, jak jeszcze nigdy. To mój drugi krok w kierunku podróżowania. Pierwszym była samotna podróż autobusem do kolegi, mieszkającego 13 kilometrów od mojej miejscowości. Jeszcze kilometr lub dwa i będę. Będę podróżniczką. Zamierzam małymi kroczkami zbliżać się do tego celu. Powoli, spokojnie, w skupieniu. Uda się, nie ma innej opcji. Pragnę tego tak bardzo, że los nie może tego zmienić. 

                Dochodzi wpół do piątej, czas wracać. Żegnam się z tą piękną chwilą, ale zostaje w mojej pamięci. Odwracam się po raz ostatni, przechodzę przez ulicę i zaczynam biec. Biegnę do samego domu. Na paluszkach przechodzę koło okien, przez ogródek, wchodzę po schodach najciszej jak się da. Uchylam drzwi do kuchni, przemykam. Zdejmuję buty. Wzdycham. To było niesamowite.





                Koniec relacji. Czas na przemyślenia.
                Jest już 5:24. Mam tyle myśli w głowie, że połowa zagubi się w drodze. To nic, tak już jest. Wdech, wydech, wdech… od czego by tu zacząć? Ok, start!

Wyjść poza granice
To łatwiejsze niż się wydaje. Nie należy bać się spontaniczności. Mój dzisiejszy spacer, był chyba najbardziej spontaniczną rzeczą. Zadziało się w 3 minuty. Jeżeli zawsze o czymś marzyłeś – nie bój się, działaj.  Cokolwiek się nie stanie, nie będzie nawet czego żałować. Warto czasem przejść przez bramkę, która otwiera drogę do nowych rzeczy. To mogą być wielkie wyzwania lub po prostu małe działania. Nie trzeba zaczynać od przenoszenia gór. Mały kamyczek wystarczy. Często coś nas powstrzymuje, ale czymkolwiek to jest, jakie ma prawo, by ograniczać nasze możliwości? Można, naprawdę można i naprawdę warto. 

JEDEN
                Samotność jest pozytywna, dobra. Kiedyś przeszkadzało mi bycie samą, chciałam mieć kogoś obok siebie, czułam się źle. Prawda jest taka, że jesteśmy jedynymi osobami, które zawsze będą przy nas. Liczba 1 jest wystarczająca. To uczucie ogarnęło mnie po raz kolejny. Zawsze w chwilach, gdy dzieje się coś wartego zapamiętania odczuwam to samo. Czuję, że pasuje mi tak, jak jest. Jestem ja i ja, i ja, i jeszcze raz ja. Razem ze swoimi emocjami, swoim spokojem, myślami…  Nie potrzebuję nikogo. Mogę chcieć, ale równie dobrze poradzę sobie sama. Jestem samowystarczalna. Tak przecież też można.

SŁUCHAĆ
                Słuchanie to niezwykła zdolność. Powinniśmy słuchać drugiego człowieka, przyrody, swojego serca… Gdy już odnajdzie się chwilę, której nie chce się wypuścić z rąk, dobrze jest zatrzymać się na chwilę, wziąć oddech, wsłuchać się w siebie, znaleźć harmonię i nasłuchiwać. Jesteśmy ważni, ale często zaniedbujemy swoje potrzeby. Moment dla siebie łatwo jest znaleźć. Jeszcze lepiej, gdy będzie on trwać na dworze, z przyrodą, w pięknych okolicznościach. Słuch pomaga rozumieć. Nadaje piękno temu światu. Ćśś.. Posłuchaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz